Społeczne Towarzystwo Oświatowe Legendy, których nie znacie
Patriotyzm Jutra
  aktualności     o programie     regulamin     jury     legendy     patroni medialni     galeria     linki     kontakt  

LEGENDA O ŻOŁNIERZU I STAREJ WIERZBIE (gimnazjum)

Jon

średnia ocena: 8.388         ilość głosów: 67

Tej nocy było wyjątkowo zimno, okna domów od dawna były zamalowane w pięknie pnące się ku dachowi rozmaite rośliny. Z grubą warstwą śniegu na parapetach, wyglądały jak lodowe paprocie w puchatej donicy.

Gdy chmury odkryły pięknie rozgwieżdżone niebo, donica śniegu została zepchnięta, zepchnięta przez rękę z odmrożonymi palcami zawiniętą w starą szmatę. Choć liściasta paproć nie straciła swego piękna, to z pewnością stracił ją mężczyzna, który chciał oprzeć swe strudzony ciało o drewniany parapet jakiegoś malutkiego domku oddalonego od wsi. Był zupełnie sam wśród nocy, wymarznięty, wychudzony, ze smutkiem i niebywałą tęsknotą w zmęczonych oczach. Przemierzał zachodnie krańce Wszechrusi, jeszcze nie dawno miał nadzieję, ze ziemie, w której teraz odmarzają mu nogi ręce, będą należały do Napoleona, do Polaków. Już cztery miesiące wędruje w skradzionym niedźwiedzim futrze. Ucieka. Ucieka przed wojną. Po klęsce chciał, jak wielu jego rodaków, jak najszybciej dotrzeć do domu.

Podczas gdy brnął przez śniegowe zaspy myślał o tym, co robiłby w tej chwili, gdyby wygrali pod Borodinem, gdyby dotarłszy do Moskwy nie zastali jej w zgliszczach. Aż do tego teraz jego ubranie śmierdziało dymem i popiołem. Wycofując się razem z Francuzami z Wielką Armią ze stolicy Rosji, musiał zostać na tyłach wraz ze swym rannym przyjacielem. Przyjaciel umarł po paru dniach, a on musiał wracać sam. Wciąż gubiąc się zdecydował, że nie przekroczy granic wschodniego mocarstwa w Kownie, lecz będzie posuwał się dalej na południe, w kierunku swego domu – Sandomierza.

Młody mężczyzna, nie bardzo doświadczony żołnierz dotarł aż do Bugu. Zdobywając jedzenie kradzieżą i kłamstwem doszedł na Chełmszczyznę. Miał nadzieję na szybką wiosnę, która pozwoli mu na rychlejszy i spokojniejszy powrót do swojej matki i sióstr. Wszyscy oni myśleli, że Polska znowu będzie wolna. Urodził się już pod zaborem i tylko z opowiadań rodziców słyszał o dawnej potędze swej ojczyzny. Chciał jej wolności – dzielnie maszerował u boku Bonapartego. Miał nadzieję, że za niezawodną pomoc polskich żołnierzy Napoleon uczyni Księstwo Warszawskie wreszcie niepodległą Rzeczpospolitą i że, biały orzeł odzyska swą koronę. Zdał już sobie sprawę, że to tylko niespełnione marzenia.

Leniwe wody Bugu poddawały się potędze mrozu i na powierzchni zamarzały. Pod lodową posadzką słychać było szumienie wody, które co jakiś czas stawało się głośnym hukiem. Fale uderzały o nie równo zakrzepniętą wodę, wówczas tafla cała wyginała się w stronę oświetlonego księżycem nieba, a w miejscach pękała, bo duch, choć spokojnego, to silnego Bugu domagał się, aby jago szumiącą opowieść usłyszały pobliskie lasy i torfowiska.

Wymęczony wędrowiec szybko i niepewnie przeszedł przez rzekę. Huk, jaki słyszał, powoli narastał pod lodową podłogą. Przypominało mu to bitwę pod Borodinem. Właśnie tam stracił wielu kolegów i wojskowych druhów. Chciał za wszelką cenę pomścić ich krew w Moskwie, ale nie spodziewali się tak ostrej zimy, i tego Moskwa zostanie w większej części spalona przez jej mieszkańców. Po miesiącu oblężenia niezniszczonej części miasta, musieli zawracać, uciekać pogromieni głodem, tym samym zaprzepaszczając marzenia Legionów Polskich.

Gdy przeszedł przez Bug znalazł miejsce w zagłębieniu, nogą odgarnął śnieg i ułożył się wygodnie, przykrył swe ciało niedźwiedzią skórą, a ją śniegiem i usnął.


Obudził się tuż przed południem, obudził go głód, niesamowite kłucie w brzuch nie dawało mu spokoju. Był już przyzwyczajony do tego, że jadł rzadko i nieregularnie.

Ogarnął się i poszedł przed siebie.

Po paru godzinach wolnego kroku w blasku słońca, zobaczył kłąb dymu. Oczywiście poszedł w jego stronę, miał nadzieję na ciepły posiłek, cieszył się bardzo, że mógł odpocząć w końcu po polskiej stronie Bugu, ruszył żwawiej w stronę widocznej już dokładnie starej chaty. Po drodze przeciął jakąś drogę, przy której stała piękna, stara wierzba, która idealnie wpasowywała się w krajobraz tworząc widok jak z jakiejś książki z dziełami francuskich artystów. Podszedł bliżej drzewa i około pół metra nad głową zobaczył coś dziwnego, czegoś takiego jeszcze nigdy nie widział. W wierzbie tuż przy rozgałęzieniu była duża dziura. Od razu było widać, że zmieściłby się do niej bez żadnych problemów. Chciał zobaczyć, jak głęboka jest dziupla i czy może coś tam jest, jednak z wycieńczenie nie był w stanie wdrapać się na tą wysokość. Dobrze przypatrując się drzewu okrążył je jeszcze pary razy i zawrócił w stronę drewnianego domku.

Z wyrafinowaniem zapukał do skleconych z paru desek drzwi. Otworzyła młoda dziewczyna o pięknych niebieskich oczach, miłą twarzą i z pięknymi nieułożonymi blond włosami. Dziewczyna najwidoczniej przestraszyła się przybysza, bo otwierając skrzypiące drzwi, nic nie powiedziała, po chwili milczenia, mężczyzna przedstawił się jako piechur napoleoński, który po długiej podróży, szuka kawałka chleba. Młoda kobietka nie mogła odmówić, zaprosiła go do środka. Wszedł do pachnącej świeżo upieczonym chleb kuchni, w której przy piecu siedziała jakaś staruszka. Powitała go miłym uśmiechem, i ustąpiła mu miejsca przy piecu, wypytując o to, co sprowadza go do ich domu. Dziewczyna podała mu miskę gorącej zupy z kiszonej kapusty z suszonymi grzybami i dokładnie zaczął opowiadać swoją historię – począwszy od wyruszenia z domu, do chwili, gdy zauważył to gospodarstwo. Zjadł jeszcze parę talerzy gorącego posiłku, po raz pierwszy od paru tygodni umył się i dostał od starszej kobiety nowe ubrania, były dla niego trochę za małe. Przespał się jeszcze parę godzin i gdy zrobiło się już całkiem szykując się do wyjście podziękował za wszystko, co zrobiły dla niego miłe chłopki. Wyszedł tłumacząc się tym, że chce jak najszybciej dotrzeć do domu. Staruszka ostrzegła go przed podróżą w nocy, ale on mimo próśb wyszedł na dwór, w ciemną, zimną otchłań. Maszerował już tyle tygodni w nocy, że był przyzwyczajony do atmosfery, jaka panowała po zajściu słońca za horyzont.

Mijając tajemnicze drzewo, usłyszał pomlaskiwanie i wtem z mroku nocy wyskoczył na niego jakiś zdziczały pies, zatapiając swe zębiska w jego wychudzonym udzie mężczyzna jęknął. Z całej siły, jaką potrafił zgromadzić w sobie uderzył pięścią w pysk zwierzęcia, ono jednak dalej trzymało, widać samo cierpiąc z głodu rzucało się na człowieka, nie chciało za żadną krzywdę na nim, puścić i stracić pożywienie. Ofiara jeszcze parę razy powtórzyła cios. W końcu ogłuszony potwór puścił, teraz żołnierz czuł prawdziwy ból, dopiero po pewnym czasie oglądania rany usłyszał kolejne ujadanie. Cały czas narastało. Wiedział, że nie zdąży ukryć się w chacie, z której niedawno wyszedł, starał się biec w stronę wierzby, ale z ranną nogą nie wychodziło mu to, a ból cały czas narastając powodował skurcze mięśni całego ciała. Ze zredukowaną siłą doszedł jak najszybciej potrafił do drzewa i wdrapał się na jego pień. Od razu zaroiło się od agresywnych, wychudzonych psów. Ranny rzucając w zwierzęta futrem wślizgnął się do dziupli. Uradowany, że znalazł jamę, która uratowała jego życie, zasnął, aby ból nie narastał. Cały czas słyszał pomruki głodnych bestii, a mróz oziębiając jego ciało nie dawał mu zasnąć.

Noc przyniosła ze sobą mnóstwo śniegu i skrajnie zimne temperatury. Drzewo, które dało schronienie rannemu i ochroniło go przed tragicznym losem teraz z zimnym sercem i krwią zabiło go. Przymarznięty to do starej wierzby nigdy się z niej nie wydostał.

Ludzie już nigdy nie zbliżali się do tego miejsca, bo słyszeli tu jęki. Tak straszne odgłosy, że bali się zbliżać do drzewa, które już nigdy nie zakwitło na wiosnę, przemarzło w ciągu jednej nocy. Duch żołnierza, który nigdy nie dotarł do swego domu nawiedzał od tej pory wszystkie pobliskie domy, w poszukiwaniu swej rodziny lub chociaż dziewczyny, która pomogła mu w przedłużeniu jego życia o parę tylko godzin.

                                                                                                                        

 ANEKS

Wierzba Iwa (Salix caprea) opisana w legendzie z powodu uschnięcia i zagrożenia ruchu na jezdni została wycięta w latach 80. XX w .Znajdowała się przy drodze między Rudką, a Rudą Hutą w województwie lubelskim, 20 km na wschód od Chełma. Wewnątrz pnia znaleziono ludzkie kości oraz część umundurowania napoleońskiego żołnierza z początku XIX w. Po analizie szczątków, stwierdzono że są to resztki szkieletowe mężczyzny w wieku 20-25 lat, rannego w udo, który najprawdopodobniej umarł z wyziębienia. Szczątki zostały przewiezione na Cmentarz wojenny w Chełmie. Od tamtego czasu w pobliskich wioskach utarła się opowieść o żołnierzu uciekającym spod Moskwy do domu, który chroniąc się przed zdziczałymi psami wszedł do dziupli w pniu wierzby.

 

 

Społeczne Towarzystwo Oświatowe
ul. Nowy Świat 39, 00-029 Warszawa
tel./faks: 022 826 78 64, 022 828 88 57
Copyright © 2007 Społeczne Towarzystwo Oświatowe
@ webmaster