Społeczne Towarzystwo Oświatowe Legendy, których nie znacie
Patriotyzm Jutra
  aktualności     o programie     regulamin     jury     legendy     patroni medialni     galeria     linki     kontakt  

LEGENDA O KUPCU, DIABLE I KOLEGIACIE W TUMIE (liceum)

TicTac

średnia ocena: 9.222         ilość głosów: 72

Dawno temu żył pewien kupiec. Był bardzo zamożny. Jego ojciec kierował handlem w pobliskim mieście i dorobił się dużego majątku, który po jego śmierci przypadł synowi. Horacy, bo tak miał na imię, nie lubił towarzystwa innych osób. Cieszył się ze swojego dworku na zupełnym odludziu. Pracowało u niego tylko sześciu służących, lecz nie traktował ich z należytym szacunkiem. Należał do ludzi, dla których liczą się tylko pieniądze. Co dzień spacerował po swojej wielkiej posiadłości w lesie i z dumą podziwiał swój dobytek.

Pewnego ranka, po powrocie z przechadzki, zauważył, iż kończy się już wino, które tak bardzo lubił. Wysłał więc swojego najbardziej lojalnego służącego do miasta po kolejną beczkę trunku.

– Natychmiast ruszaj w drogę! – krzyknął handlarz.
– Dobrze mój Panie! Wrócę jeszcze przed wieczorem – odpowiedział sługa i nie zastanawiając się długo pojechał do pobliskiego miasta Łęczycy. Miasto to leżało kilka kilometrów od posiadłości i aby się do niego dostać, należało pokonać gęsty las i bagna.

Mijały godziny. Zniecierpliwiony kupiec czekał na powrót służącego. Ściemniało się już, a on nawet nie wyobrażał sobie wieczoru spędzonego przed kominkiem bez kielicha wspaniałego napoju w ręku. Nakazał drugiemu słudze natychmiast wyruszyć na poszukiwania. Ten, znając gniew swego pana wziął pochodnię i zniknął w ciemnościach.

Nazajutrz rano kupiec obudził się w fotelu. Szybko wstał i wyjrzał przez okno na podwórze. Od razu zauważył wóz, na którym leżała pełna beczka wina. Zbiegł na dół, gdy nagle, na środku pokoju dla gości zobaczył stojącego mężczyznę. Był wysoki, dobrze ubrany, miał ciemne, zadbane włosy i krótką bródkę. Do pasa miał przymocowaną piękną szablę. Nieznajomy gość oglądał portret ojca handlarza.

– Kim jesteś? – spytał się kupiec.

Nieznajomy burknął coś pod nosem i odpowiedział:

– Jestem wysłannikiem w służbie księcia. Twoi służący nie byli w stanie dotrzeć poprzedniej nocy i to mnie kazano dostarczyć wino.
– Och, dziękuję ci, dobry człowieku. Może mógłbym się jakoś odwdzięczyć? Wiem! Na pewno jesteś zmęczony i głodny. Zapraszam na śniadanie! – zaproponował Horacy sądząc, że w ten sposób utarguje niższą cenę.
– Z przyjemnością! – odparł mężczyzna.

Przy posiłku dużo rozmawiali. Kupiec dowiedział się, że nieznajomy jest przybyszem z południa i już dwa lata służy księciu. Polubił gościa i zaproponował wspólny spacer. Oprowadził go po całym dworku. Po powrocie z wycieczki kupiec zapytał się o zapłatę za dostarczenie wina. Nieznajomy odrzekł:

– Nie musisz płacić. Jest to prezent ode mnie. Na zapłatę przyjdzie pora. Teraz ciesz się smakiem tego wyśmienitego trunku – pożegnał się mówiąc, że musi już wracać do miasta.

Po dwóch dniach, gdy jego służący nadal nie wracali, Horacy zjadł obfite śniadanie, wsiadł na konia i pojechał do Łęczycy, by załatwić parę spraw z miejscowymi handlarzami i odwiedzić księcia. To właśnie od niego wysłannicy mięli odebrać wino. Wyjechał z lasu i już widział wieżę zamkową, gdy nagle widok zasłoniły mu gęste trzciny. Błąkając się wśród nich, szukał dojścia do drogi. Wiedział, że na bagnach znajdujących się dokoła miasta zaginęło już wielu ludzi. Nagle usłyszał jakiś trzask. Wystraszony zsiadł z konia i wyciągnął miecz. Zapanowała cisza. Przypomniały mu się opowieści starszych kobiet, które powiadały, że gdzieś nieopodal miasta mieszka diabeł, który porywa ludzi, lecz szybko odrzucił tę myśl.  Nagle zobaczył jakiś kształt chowający się w zaroślach. Ruszył w jego kierunku wymachując mieczem na prawo i lewo. Biegł co sił w nogach, lecz nie mógł dogonić tej dziwnej postaci. Gdy brakowało mu już sił zauważył, że stoi nieopodal bram miasta. Rozejrzał się wokół. Nigdzie nie mógł dojrzeć tajemniczego kształtu. Schował miecz i wszedł do miasta. Po spotkaniu z kupcami poszedł do zamku, by zobaczyć się z księciem. Rozmawiali o kolejnym, wspólnym polowaniu na jelenie. Potem podziękował za dostawę i zapytał się o swoich wysłanników. Książę był wielce zdziwiony:

– Nic ci nie wysyłałem i żaden z twoich ludzi do mnie nie dotarł!
– Jak to? Przecież twój sługa parę dni temu był u mnie. Mówił, że to ty go wysłałeś!
– Chyba za dużo wypiłeś, mój przyjacielu. Jest już późno. Może zostaniesz na noc w moim zamku by trochę odpocząć? – zaproponował książe.
– Niestety muszę już jechać – odparł kupiec i zdziwiony, szybkim krokiem opuścił komnatę.

Było już ciemno, kupiec wziąwszy konia ze stajni księcia wyruszył w drogę powrotną. Miał przy sobie sporo pieniędzy, a wyprawa w nocy była dość niebezpieczna.. Bez problemów jednak przejechał przez bagna i wjechał do lasu. Droga była otoczona gęstymi drzewami. Handlarzowi przypomniały się lata dzieciństwa, w których to babka opowiadała mu bajki o czarownicach i potworach czających się w lasach. Jechał tak zamyślony, gdy nagle z krzaków wybiegła trójka bandytów. Koń wystraszył się, zrzucił kupca i pognał gdzieś w ciemny las. Handlarz leżał teraz na ziemi otoczony przez trójkę zbirów mających chrapkę na jego złoto. Próbował wyciągnąć broń, jednak poczuł na gardle chłód bandyckiego noża. Kazali mu oddać wszystko co ma. Nie miał innego wyjścia. Oddał im całe swoje złoto. Już mieli uciekać do swojej kryjówki, gdy w pewnym momencie wyskoczył jakiś dobrze zbudowany mężczyzna z mieczem w ręku i rozprawił się z bandytami. Gdy podszedł do kupca, ten zorientował się, iż jest to ten sam człowiek, który gościł wczoraj u niego. W wyniku takich wrażeń kupiec zemdlał.

Obudził się w swoim łóżku. Przez okno wpadały promienie słońca. Rozejrzał się po pokoju i koło łoża, na stoliku zobaczył torbę ze złotem. Jeszcze raz przypomniał sobie, co się wczoraj zdarzyło. Wstał, ubrał się i zszedł na dół. Na schodach zobaczył jak tajemniczy gość, który wczoraj uratował mu życie i sakwę, stoi przed portretem jego ojca i spokojnym wzrokiem, obserwuje każdy szczegół obrazu. Kupiec stał w bezruchu, gdy nagle gość odezwał się:

– Człowiek z obrazu to twój ojciec.
– Skąd możesz o tym wiedzieć, przecież nie widziałeś go nigdy – powiedział zdziwiony
handlarz.
– Znam twego ojca! – odparł nieznajomy.
– Ale przecież mój ojciec nie żyje! Zmarł kilka lat temu na…
– No właśnie! Zabił się! Przez to trafił do mnie.
– Ale jak to?! Kim ty jesteś? Czego ode mnie chcesz? – zdenerwowanym głosem spytał kupiec.
– Jeszcze nie rozumiesz? Pamiętasz opowiadania starszych kobiet, które wspominały o diable, zamieszkującym te tereny? To ja! Jestem diabeł Boruta. Znam twego ojca, gdyż po śmierci trafił do mnie. Do piekła. Jego jedna zła dusza jest wspaniałą zdobyczą, bo zastępuje mi kilka innych. Twoja duszyczka też jest niezłym kąskiem. Na bagnach miałem cię już porwać, ale postanowiłem pozwolić ci jak najwięcej pogrzeszyć i dlatego cię stamtąd wyprowadziłem. Będę cię strzegł i obsypywał złotem, które tak kochasz, żebyś był jak najbardziej „zepsuty”, ale przyjdzie dzień zapłaty. Kiedyś przyjdę po ciebie i odbiorę dług. Teraz wiesz, kim jestem. Na mnie już czas! - następnie odwrócił się i wyszedł z domu.

Kupiec pobiegł za nim lecz, gdy tylko przekroczył próg mieszkania zorientował się, iż diabeł znikł. Z niedowierzaniem wszedł do domu. Usiadł w fotelu. Jego wzrok skierował się na kominek, na którym wisiała kartka z napisem:

„Twoi wysłannicy są bezpieczni. Służą teraz u mnie.
                                                               Boruta”

Spojrzał na kielich z winem, ale nie sięgnął po niego. Patrzył tylko przed siebie. Przed oczami przebiegły mu wszystkie ostatnie wydarzenia. Siedział tak jeszcze wiele godzin. Po pewnym czasie dotarło do niego, co się stało. Szybko spakował swoje rzeczy i pobiegł do jedynego miejsca, które wydawało mu się bezpieczne. Do kolegiaty, w pobliskiej wsi Tum. Gnał co sił w nogach. Po chwili stał już pod drzwiami wejściowymi. Wszedł do środka i schował się na szczycie wieży. Rozjuszony diabeł, gdy dowiedział się o tym, próbował jeszcze zniszczyć wieżę. Pchał z całych sił, lecz mu się to nie udało. Zostawił na niej tylko odciski swoich dłoni.

Od tej pory nikt więcej nie widział kupca. Podobno nadal siedzi ukryty na szczycie wieży kościelnej, zaś Boruta spokojnie czeka na niego i raz na jakiś czas zwabi do siebie jakąś niewinną duszyczkę, błąkającą się po bagnach Łęczycy.

                                                                                                                        

ANEKS

Archikolegiata w Tumie (2 km na wschód od Łęczycy) stanowi jeden z najciekawszych zabytków sztuki romańskiej w Polsce. Wybudowana została w latach 1141 – 1161 na miejscu wcześniej istniejącego tu opactwa benedyktyńskiego. Fundamenty dawnego opactwa zostały odkryte w latach 1954-1956 w czasie odbudowy kolegiaty tumskiej.
Archikolegiata w Tumie pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny i św. Aleksego jest jednym z najwspanialszych zabytków architektury romańskiej nie tylko w Polsce, ale także w Europie. Była świadkiem burzliwych dziejów naszego kraju i miejscem godnym zobaczenia.
Z archikolgeiatą w Tumie związanych jest wiele ciekawych legend. Większość z nich opowiada o powstaniu tajemniczych śladów na jednej z wież kościelnych.

 

 

Społeczne Towarzystwo Oświatowe
ul. Nowy Świat 39, 00-029 Warszawa
tel./faks: 022 826 78 64, 022 828 88 57
Copyright © 2007 Społeczne Towarzystwo Oświatowe
@ webmaster